Pierwsze pytanie, które zwykle pada pod moim adresem, kiedy schodzi na temat mojego odmienionego wizerunku brzmi „Jak schudłaś aż tyle?”. Mówię wtedy, że zakochałam się i mój organizm zwariował dając mi cudowny prezent w postaci ubytku kilogramów.
Pada również pytanie „Czy moja waga jest odpowiednia?”. Lubię mówić wtedy z przekorą, że jeśli waga stoi w miejscu, to znaczy, że albo obok nas jest niewłaściwa „druga połówka” i jedyną metoda na schudnięcie jest poszukanie nowego obiektu zakochania. Albo też przeciwnie, i połówka jest jak najwłaściwsza i nasz waga jest dobra, więc odchudzanie nie jest potrzebne.
Piszę to wszystko, żeby zaznaczyć, że żadne zewnętrzne nakazy nie są w stanie narzucić nam nowej, zdrowej filozofii stylu życia.
Kiedyś, kiedy próbowałam walczyć z nadmiernymi kilogramami wespół z bioenergoterapeutą, usłyszałam, że muszę się w sobie zakochać. Chodzi o patrzenie na siebie jako osobę, która ma swoją wartość, wiedzę, doświadczenie, liczne talenty a także ciepło, empatię i szereg innych pozytywnych cech. Trzeba dostrzegać i pielęgnować te dobre cząstki składowe naszego ”ja”. Nie chodzi o narcyzm, ale o dostrzeżenie, że prócz kości i tłuszczu składamy się z myśli i uczuć. Im częściej te ostatnie są pozytywne, tym lepiej. I do tego namawiam wszystkich tu zaglądających. Szczególnie, że wiosną o to zakochanie – w sobie i w innych – jest naprawdę łatwo.

Zostaw komentarz