Biała koperta a w środku śliczna karta przewiązana zieloną wstążką… Dostałam zaproszenie na ślub i wesele. Fantastycznie! Spotkam się z rodziną, będę tańczyła…
Zaraz, zaraz. Tylko w co ja się ubiorę? Nie, tym razem nie jest to spazmatyczne pytanie zadawane przed szafą pełną ciuchów. To brutalna rzeczywistość osoby o wciąż zmieniającym się rozmiarze garderoby. W ostatnich latach chudłam tak intensywnie, że nie pokusiłam się o kupno drogiej kreacji „na wielkie wyjście”. Korzystałam z usług krawcowej, która albo uszyła coś niedrogiego albo w ostateczności tu i tam przycięła, ścisnęła i “jakoś to było”. Tym razem także chciałam jedynie nieco zwęzić sukienkę oraz żakiet, w których bawiłam się kilkanaście miesięcy temu. Jednak, ku mojej rozpaczy, okazało się, że ubiegłoroczna kreacja jest na mnie za duża! I to o jakieś 1, 5 rozmiaru.
Trzeba było szybko podjąć decyzję co począć w tej sytuacji. Z braku czasu postanowiłam zrezygnować z szycia kreacji i postawić na tradycję, czyli zakupy w sklepie. Do pomocy w zakupowej misji zgłosiła się moja mama. Trzy dni zajęło nam obejście wszystkich sklepów z sukienkami. I oczywiście znalazłyśmy wiele świetnych kiecek. Tyle tylko, że wszystkie były na ramiączka. A ja z racji nieestetycznej skóry pod pachami właśnie te fragmenty muszę mieć zakryte.
Już prawie w akcie desperacji, przypadkiem…namierzyłyśmy sukienkę marzeń. Jest to komplet z bolerkiem. Sukienka co prawda na cienkich ramiączkach, ale bolerko załatwia sprawę. Nic tylko brać i pędzić do kasy. O, złudna nadziejo! Nie, nie było tak słodko. Okazało się, że jakkolwiek rozmiar 38 idealnie pasuje w biuście i talii, to zbyt mocno opina newralgiczne „doły”. Koniec końców została zakupiona sukienka w rozmiarze 42. To załatwia sprawę zatuszowania pupy, ale co z górą, która w tej konfiguracji jest za luźna? Na szczęście sklep oferuje bezpłatną usługę przeróbek. Ufff, kamień z serca.
Teraz pozostaje mi utrzymanie – częściowo już zdobytej – opalenizny, skompletowanie dodatków oraz przypomnienie sobie podstawowych figur tanecznych.

29 July, 11:15 pm
Całe szczęście, że poprzednia sukienka okazała się za duża, a nie za mała!
Gratulacje, gratulacje i jeszcze raz gratulacje!!!
Życzę udanej zabawy na weselu… i czekam na jakieś fotki, oczywiście w nowej kreacji
30 July, 9:12 am
Dobrze, że jej “wielkość” odkryłam wcześniej niż w przededniu wielkiego wyjścia.
Jasne, że zamieszczę zdjęcia, z tym, że to wesele będzie dopiero na początku września:)