3

Od przeszło roku wagę traktuję jak muzealny gadżet. Ważę się tak rzadko, że za każdym razem muszę ścierać z urządzenia warstewkę kurzu!

Ostatni raz weszłam na wagę w dniu urodzin (29 maja). Po przeszło dwóch miesiącach picia dużej ilości zielonej i miętowej herbaty oraz zwiększonej konsumpcji warzyw i owoców postanowiłam się zważyć i…Zostałam mile zaskoczona. Na półmetku wakacji odnotowałam ubytek 2 kg!

Bez tzw. ciśnienia, aczkolwiek z – właściwym wszystkim dążącym do osiągnięcia idealnej masy ciała – dreszczykiem napięcia, czekam na kolejne ważenie. Ciekawe jak będzie wyglądała sytuacja pod koniec wakacji.


Odpowiedzi: 3 do wpisu “Spadło, spadło, jupi!”

  1. ania.m

    Gratuluję ubytku wagi. Jestem uzależniona od urządzenia zwanego wagą. Brak mi jej na wakacjach, bo myślę, że bez niej utyję.

  2. Hania Adamiak

    Kochana Elu,
    Twój blog- świetny jest!! Cudownie piszesz, przeczytałam wszystko. I jestem pod ogromnym wrażeniem.:)
    Wyglądasz przepięknie! i jesteś zabójczo seksowna!! Przez wiele lat borykałaś się z problemem wagi, aż zakochałaś się (również w sobie!). Uwierz, z zachwytem oglądam Twoje zdjęcia i pochłaniam Twoje słowa, bo jesteś dla mnie przykładem niezłomnej walki prowadzącej do samoakceptacji. Pamiętam pewną dosyć nieprzyjemną scenę, kiedyś na osiedlu – miałyśmy wówczas bliższy kontakt, ktoś, przechodząc, powiedział do Ciebie coś przykrego. Pamiętam do dziś jak było mi smutno, bo tak naprawdę nie wiedział jak piękna jesteś wewnętrznie. Wciąż jesteś!! Jestem pełna podziwu dla Ciebie. A tym, którzy nie wierzyli, jak sama dobrze napisałaś – pokazałaś fuck’a!!:)
    Cieszę się z Tobą!!
    Pozdrowienia dla Rodziców (swoją drogą pięknie wyglądają razem idąc pod rękę)! Z najlepszymi życzeniami, Hania. Buziaki!:**

  3. Ela

    Haniu,

    dziękuję za znalezienie mnie w sieci i tyle pięknych słów pod moim adresem.

    Bardzo chciałabym wymazać z pamięci lub uczynić niemożliwymi te wszystkie złośliwe komentarze i spojrzenia, które tyle lat trafiały mnie prosto w serce. Taka forma publicznego – co gorsza bezkarnego – używania sobie na bliźnich, którzy się źle mają, bardzo boli. No, ale to już wina konkretnego domu, że swoim członkom pozwala na karczemne zachowania wobec bliźnich.
    Tym bardziej doceniam i mile wspominam tych, którzy w tamtym trudnym, otyłym, okresie zwracali uwagę na moje serce.


Trackbacki/Pingbacki


Zostaw komentarz