Lubicie bajki? Bo ja lubię, i to bardzo! Ta forma przekazu ważnych treści nie męczy, nie wymaga wzbijania się na intelektualne wyżyny, a jednak przynosi pożyteczną wiedzę. Są takie książki, po które sięgam od czasu do czasu, choć prawie znam je na pamięć. Moim – prywatnie – ulubionym pisarzem jest Paulo Coelho. Ktoś zada pytanie, skąd to – kojarzące się z popkulturą – nazwisko w poście nt. bajek. Otóż niewtajemniczonych uświadamiam, że jest to jedno z najbardziej znanych nazwisk ostatnich lat. I budzi skrajne odczucia. Krytycy jego prozy twierdzą, że pisze w sposób banalny, miesza rożne wątki i „odgrzewa stare kotlety”. Czytelnicy tacy jak ja z kolei kochają się w jego prostych opowieściach, które bez trudu można pochłonąć w kilka godzin. To prawda, na kartach książek Coelho często można znaleźć truizmy, ale…twierdze, że my ich potrzebujemy. Szczególnie w dzisiejszych czasach nastawionych na kult pięcia się po drabince sukcesu, pięknego młodego ciała i wiecznego uśmiechu.
„Alchemik” jest jedną z takich „bajek” z truizmami. A jednak. Ma swój czar, urok prostoty języka i siłę motywacyjną. Tym, którzy nie sięgnęli jeszcze po to dziełko, które uczyniło z brazylijskiego pisarza gwiazdę światowego formatu, pragnę powiedzieć dlaczego uważam, że warto to uczynić. Coelho, na przykładzie losów wykreowanej postaci, przedstawia wizję życia człowieka jako logiczną drogę. Jest ona poetycko nazwana „legendą” oraz „śnieniem własnej legendy”. Pełna jest niespodzianek i zakrętów. Natomiast należy wiedzieć, że każdy człowiek ma własną drogę, wewnętrzną. I tylko podążanie nią prowadzi do pełni szczęścia. Już dziecko w kołysce ma swoje – skąd wiemy, że nie ma? – plany i aspiracje. Potem, wraz z rozwojem fizycznym, psychicznym i duchowym, odkrywa nowe kuszące propozycje wyboru jednej z wielu dróg. Przy okazji uczy się, że pewne dążenia wymagają wielkiego wysiłku a i tak mogą nie zostać zrealizowane. Często się poddaje, ucisza wewnętrzny głos marzeń i pragnień. Żyje „jak wszyscy”, bo „tak wypada”. Czasem umiera zupełnie zapomniawszy o młodzieńczych wizjach i tęsknotach serca. Czasem jednak sam albo pod wpływem czegoś lub kogoś budzi się do życia, otrząsa i zaczyna realizować własną legendę. Zmaga się z codziennością, ale wie, że nie jest to wegetacja, ale prawdziwe Życie!
Kiedy pierwszy raz czytałam „Alchemika” byłam bardzo młoda. Do tego otyła, osamotniona, bezkarnie publicznie tykana różnymi złośliwościami. I wtedy właśnie z milion razy zadałam sobie pytanie o to czego ja tak naprawdę chcę w życiu, jakie ono ma być żebym czuła zadowolenie. Wówczas chciałam schudnąć i być akceptowaną przez otoczenie. Potem było wiele innych – krótko i długofalowych – celów. Często łapałam się i na tym, że moje plany i nadzieje padały jak domki z kart. Jednak, umiejąc patrzeć otwartym sercem na “znaki drogowe” mojej legendy, odnajdywałam nowe, dużo lepsze formy realizacji siebie.
Kiedy mam trochę czasu tylko dla siebie, to staram się spojrzeć na swoje aktualne sprawy, dylematy i sukcesy, by zadać sobie pytanie o moją legendę. Muszę powiedzieć, że mimo różnych trudności śnię swoja legendę. Robię to, co lubię, umiem się tym cieszyć i słuchać siebie. Wiem też czego w przyszłości muszę strzec najbardziej. Marzeń, wyobraźni, nutki szaleństwa i zaufania do samej siebie.
Od czasu pierwszego zetknięcia z “Alchemikiem”, ilekroć muszę podjąć jakąś ważną decyzję zadaję sobie pytanie o to czy nie zbaczam ze swojej ścieżki, czy ta decyzja pomoże czy odwiedzie mnie od realizacji mojej legendy. Mi taka forma wewnętrznych konsultacji pomaga i daje uspokojenie. Trwa to kilka dni, w czasie których odwołuję się i do tego, co radzi mi otoczenie i do poprzednich doświadczeń i do intuicji. Staram się wypośrodkować dwie postawy – zachowawczość i beztroską spontaniczność.
Kto nie chce czytać Coelho, niech sięgnie do literatury popularnonaukowej, która inspirowała się opisaną przez niego filozofią życia. Na polskim rynku wydawnictw psychologicznych głośnym echem odbiła się „Alchemia Alchemika” – książka znanego psychologa Wojciecha Eichelbergera, w rozmowie z Wojciechem Szczawińskim. Ten pierwszy pokusił się o analizę symboli i komentarz do tekstu Coelho. Zachęcam do lektury obu książek. Z pewnością pomogą podładować akumulatory motywacji i wewnętrznego szczęścia.


Zostaw komentarz