Z reguły lubimy nowości i powodowane nimi zmiany. Eksperymentujemy ze wszystkimi cielesnymi elementami wizerunku – od długości włosów, poprzez ich kolor aż po zmianę kształtów twarzy i ciała. Szczególnie cieszymy się, kiedy nam ubywa kochanego ciałka i wprost piękniejemy w oczach, szczególnie we własnych. Za to o ból głowy przyprawia nas tycie, które negatywnie wpływa na nasz wizerunek. Okazuje się, że prócz dezaprobaty ze strony lustra, może nas spotkać niemiła niespodzianka ze strony nieczułych…pograniczników.
Wirtualna Polska przynosi wiadomość o tym, że pewien Brytyjczyk nie został wpuszczony z powrotem do kraju, ponieważ jego paszportowe zdjęcie tak odbiegało od aktualnego wyglądu, że służby graniczne uznały, iż nie jest to jego dokument. Teraz mężczyzna nie wyklucza pozwania pograniczników do sądu – podaje serwis News.com.au. Kuriozalna historia rozegrała się w sierpniu 2006 roku. 37-letni Derrick Agyeman wybrał się na weekend z przyjaciółmi do Amsterdamu. Kłopoty zaczęły się, gdy chciał wrócić do ojczyzny. Problem leżał w tym, że na paszportowym zdjęciu był o wiele szczuplejszy, niż w rzeczywistości. Okazało się, że od czasu wyrobienia sobie dokumentu dziewięć lat wcześniej, mężczyzna przytył aż o 31 kg. Na nic zdały się jednak tłumaczenia 37-latka – funkcjonariusze służb granicznych uznali, że paszport należy do zupełnie innej osoby. Ageyman musiał spędzić trzy miesiące w Amsterdamie, zanim udało mu się wrócić do Wielkiej Brytanii.
Kilkanaście lat temu przeżywałam tego typu historie, tyle tylko, że ich uczestnikami byli członkowie dalszej rodziny oraz znajomi rodziców. Proces mojego tycia postępował tak intensywnie, że pod adresem rodziców wiele razy padało pytanie o…zamianę poprzedniej córki na tę nową. W momencie zwrotu i początkach intensywnego chudnięcia zdarzały się podobne historie, choć zabarwione komentarzem “ta sama, tylko mniejsza”.
Nie przejmowałam się tymi zmianami, póki nie zaczęłam odwiedzać instytucji i urzędów, gdzie należy okazać dowód czy legitymację studencką. Kilka razy zdarzyło mi się usłyszeć, że nie jestem podobna do osoby na fotografii w dokumencie. Nie przejmowałam się tym zbytnio. Na wyjazdy zagraniczne do strefy Schengen prócz innych dokumentów zabierałam – na wszelki wypadek – paszport, ale modliłam się, żeby nikt nie prosił o jego okazanie. Przestraszyłam się na dobre dopiero wtedy, kiedy w ubiegłym roku jeden z ochroniarzy chciał wzywać policję, by ustalić moją tożsamość. Wtedy postanowiłam jak najszybciej wymienić dokumenty.
Podczas procedury wymiany dowodu należy podać powód jej wszczęcia. Kiedy powiedziałam, że “wymieniam, ponieważ zeszczuplałam na tyle, że już nie jestem podobna do osoby na fotografii i miałam z tego powodu kłopoty”, urzędniczka zdębiała. Nadmienię, że nasze suche paragrafy nie znają takiego pojęcia jak całkowita lub mocna zmiana wizerunku, która uniemożliwia rozpoznanie osoby. Została więc wpisana formułka “inne powody wymiany”.
Znów śmiało wyciągam dowód, gdyż wizerunek na kawałku plastiku jest zgodny z realnym. A to cieszy mnie w dwójnasób.

1 September, 6:43 pm
Nigdy nie myślałam o takich problemach… Tutaj się cieszysz, że piękniejesz w oczach, a mogą z tego wyniknąć niezłe kłopoty!
Moje zdjęcie w dowodzie odbiega od zdjęcia w legitymacji, którą wyrobiłam 1,5 roku później, ale jestem rozpoznawalna… ja z kolei słyszę komentarz: “ojeju, zmieniłaś się na lepsze, wyładniałaś”, to miłe
2 September, 6:55 am
słyszałam także – i tak jest dotychczas – masę pozytywnych, wręcz euforycznych, komentarzy na temat nowej (a raczej odzyskanej) ładnej figury!
Łączymy się w życzeniach, by każda/y cierpliwie walczył o swój ideał i jak najszybciej doczekał się tej pięknej chwili oraz zachwytów!