0

W lipcu miała miejsce kolejna już konferencja WHO dotycząca problematyki otyłości. Wśród licznych nowości zaprezentowanych szanowanym specjalistom od żywienia i dbania o nasze sylwetki najszerzej komentowane były wyniki najnowszych badań nad efektem działania tabletek odchudzających. Badacze przeprowadzili duży eksperyment, w czasie którego przez 8 tygodni kilku grupom podawano najróżniejsze specyfiki „szybko i skutecznie odchudzające”. Ostatniej zaś zafundowano tabletki działające na zasadzie efektu placebo. Co się okazało po zakończeniu eksperymentu? Utrata masy ciała została zaobserwowana u 100% uczestniczących w badaniu! Z tym, że ci, którzy przyjmowali placebo schudli średnio 1,2 kg. Zaś ci, którzy przyjmowali inne suplementy utracili ok. 2 kg.

A więc jednak tabletki mają sens, bo suplementowani nimi pacjenci schudli nieco więcej, powiedzą zwolennicy chemicznego wspomagania. No tak, ale ci, którzy łykali placebo też odnotowali utratę wagi, powiedzą oponenci.
Czy dowodzi to faktycznej dominacji środków chemicznych nad naszą motywacją i silną wolą, czyli de facto psyche? Chyba jednak nie i koncerny produkujące kolejne cud-tabletki nie mogą odtrąbić ostatecznego sukcesu. Co mnie osobiście cieszy, bo tym samym odpowiedzialność za dbanie o siebie nie zostaje zdjęta z barków człowieka i nie jest przeniesiona na mechanicznie wykonywane czynności łykania czy przyklejania gotowych “cudownych” preparatów, które wszystko załatwią za najbardziej zainteresowanego efektem. Myślę ponadto, że zapewne zostanie przeprowadzony i taki eksperyment, w którym więcej schudną ci badani, którzy będą przyjmowali placebo.

Wg mnie tajemnica skutecznego odchudzania niezmiennie tkwi w umiejętnym skomponowaniu takich składników jak: motywacja+właściwe odżywianie+ruch+w zależności od potrzeby suplementy. I w takiej właśnie kolejności. Wszystkim, którzy zgłaszają się do mnie po radę zalecam rewizję tego, co faktycznie mają w głowie i lodówce. Potem rozpoczyna się świadome wdrażanie nowego stylu odżywiania. Dopiero, gdy po kilku miesiącach nowego stylu żywienia nie widać efektów (dzieje się to niezmiernie rzadko) jestem skłonna do włączenia suplementów o działaniu odchudzającym. I to produktów o ugruntowanej pozycji, ze znanych firm. Co oczywiście nie pozostaje bez efektów dla portfela.

Wielki błąd, jaki popełniają wszyscy tak łatwo i naiwnie wręcz zdający się na „cudowne działanie preparatu X” jest błędem zaniechania. Oto zdajemy się na – często piekielnie drogie, obrzydliwe lub trudne w aplikacji – tabletki, plasterki, kremiki czy syropki, które mają w radykalny sposób uwolnić nas od nadwagi, związanych z nią problemów i uchronić od efektu jo jo. A to, że nie dokonujemy przy tym zmiany w naszej filozofii odżywiania to, chciałoby się powiedzieć, jedynie drobne niedopatrzenie, które – w naszym naiwnym przeświadczeniu – w niczym nie umniejszy ostatecznego efektu.
A efekt często jest, i to piorunujący. Szczególnie dla kieszenie. Inny, mniej widoczny, to stan naszej wątroby czy nerek, które metabolizują te wszystkie substancje, które tak ochoczo w siebie pakujemy. Nie czytamy ostrzeżeń umieszczonych na dole ulotki drobnym drukiem, nie konsultujemy naszej decyzji z lekarzem czy farmaceutą. Wielu powie “A po co, skoro działa i gołym okiem nie widzę efektów ubocznych?”. Kto bowiem będzie wykonywał badania kontrolne w momencie, w którym preparat X uwidacznia swoje “magiczne” działanie? A kiedy ten przestaje działać, to sięgamy po kolejny, który już “ze 100% skutecznością” usunie wszystkie fałdki, wymiecie złogi i ureguluje pracę jelit.
Czasami przeholowujemy z ilością niewinnych zdawałoby się suplementów i dopiero nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności trafiamy do lekarza, u którego dowiadujemy się, że nasz organizm ucierpiał od tych “cudownych” kuracji. A wtedy często jedynym ratunkiem są niesmaczne tabletki, diety oparte o wodniste kleiki, kroplówki a nawet operacje ratujące nasz nadwyrężony układ pokarmowy. O tym jednak w reklamie nie było…


Zostaw komentarz