24 października Dniem Walki z Otyłością. Wiedzieliście? Ja dowiedziałam się przypadkowo podczas słuchania audycji radiowej. Informacja wywołała ambiwalentne uczucia. Z jednej strony bardzo się cieszę, że na masową skalę zwraca się uwagę na coraz bardziej doskwierający populacji światowej problem „wagi nazbyt ciężkiej”. Z drugiej jednak martwi mnie fakt istnienia tak dużej ilości otyłych, iż świat ogłasza Dzień Walki z Otyłością.
Nie ma co. Trzeba bić na alarm. Otyłość to poważne schorzenie, które wiąże się z częstszym pojawieniem się i gwałtowniejszym przebiegiem szeregu schorzeń, od cukrzycy poczynając a na chorobach serca kończąc. Otyłość powinna być postrzegana właśnie z tego punktu widzenia. Niesie ze sobą wiele zagrożeń oraz problemów. To nie jest, kwitowane puszczeniem porozumiewawczego oczka, dodatkowe kochane ciałko, którego nigdy za wiele. To także nie problemy ze znalezieniem odpowiednich ubrań czy obuwia. Natomiast głównie są to – lub w krajach takich jak Polska będą – problemy natury ekonomicznej.
Swego czasu głośno komentowano wprowadzanie przez linie lotnicze przymusu uiszczania większej opłaty za bilet nabywany przez otyłe osoby. W Meksyku dysputuje się o słuszności umieszczania siedzisk w rozmiarze XXL oznakowanych dodatkowo kolorem wyróżniającym je z reszty miejsc. Przeciwnicy pomysłu alarmują, że jest to dodatkowa stygmatyzacja osób i tak borykających się z problemem nadmiernych kilogramów. Zwolennicy pomysłu mówią, że jest to wizualne wskazanie miejsca siedzącego dla otyłej osoby, która zwyczajnie może się krępować – czasami zakończoną fiaskiem – próbą zmieszczenia się w standardowe miejsce siedzące. Ciekawe co by się stało w Polsce, gdyby wprowadzono takie miejsca w obiektach publicznych.
Mam prawo, choć to żadna przyjemność, mówić gorzkie słowa osobom otyłym, gdyż sama nią byłam, ale udało mi się pokonać tego potwora nadwagi. Wiem, że jakkolwiek takie słowa nie należą do miłych, to jednak czasem są potrzebne. Mną kiedyś wstrząsnęła informacja o psujących się, a raczej załamujących się od za ciężkich pacjentów, polskich stołach operacyjnych. Produkowane kilkadziesiąt lat temu nie były przygotowywane na taki wielokrotny nacisk i dziś zdarza się, że lekko opadają w czasie zabiegów…
Moim naczelnym argumentem z grupy ekonomicznych, kierowanym pod adresem otyłych jest oręż podatkowy. Zawsze wtedy, kiedy widzę beztroskę rodziców wciskających dzieciom słodkie bułki do szkoły lub prowadzących maluchy do fast food’ ów czy ludzi powtarzających jak mantrę, że im „jeszcze tylko jedna” porcja potrawy X nie zaszkodzi, mówię bardzo spokojnie acz dobitnie, iż „przyszłe choroby delikwenta spowodowane złym odżywianiem co prawda sprawią ból jedynie jemu, aczkolwiek fundusze na ich leczenie pójdą z podatków wypracowanych przeze mnie. A ja naprawdę wolę, by te środki państwo rozdysponowywało na inne cele.”.
Z okazji Dnia Walki z Otyłością życzę wszystkim, by nie dopuścili do sytuacji, w której taka walka stanie się konieczna. A wszystkim, którzy z troską i miłością pochylili się nad swoim problemem “wielkiej wagi” mocno kibicuję a także życzę dużo wsparcia i samozaparcia. Walka jest trudna, ale pamiętajcie – walczycie przede wszystkim o siebie. Zaś skutki tej walki, oby zawsze wygranej, będę cieszyły tak was i i wasze otoczenie. Zatem głowa do góry a pierś do przodu! Kiedy cel obrany a ścieżka wytyczona, cały wszechświat potajemnie sprzyja wygranej.

Zostaw komentarz