0

Tak niewiele potrzeba, by sprawić sobie przyjemność i wynikającą z tego radość. Moim sposobem na dodanie barw szarym dniom jest…pełna kosmetyczka oraz dziecięca chęć eksperymentowania. Ta pierwsza to istny skarbiec pudrów, cieni, kredek i lakierów o przeróżnych barwach. Ta druga to motor napędowy, szczególnie gdy wszystko wydaje się takie samo, czyli de facto nudne i nudniejsze wciąż.

Kiedy więc za oknem pejzaż staje się tak jak teraz coraz bardziej buro monokolorystyczny, ja stawiam na kolory. Najprościej, a według mnie najwłaściwiej dla kondycji naszej psyche,  jest dodać je do własnego wizerunku. A to poprzez kolorowe dodatki a to przez intensywniejsze akcenty w makijażu.

Moim typem kolorystycznym jest wiosna, która dobrze czuje się w tonacjach żywych, ostrych, czystych i wyrazistych. Kosmetyczka pełna jest więc kosmetyków, które wyglądają jak pudełeczka z farbami jakiegoś szalonego malarza. Już ten widok naprawa mnie radością. Natomiast moją wewnętrzną radość najbardziej wydobywa lakier do paznokci. Dlaczego? Malowanie trwa krótko, za to efekt jest widoczny kilka dni. Kiedy po długim okresie nieco przymusowego malowania paznokci na blado różowo albo w wersji french manicure zafundowałam im soczysty róż, byłam wniebowzięta. Tak mi się to spodobało, że następnego dnia przemalowałam pazurki na kolor jasnej śliwki. Może to dziwnie zabrzmi, ale ten drobny gest bardzo podbudował moją samoakceptację oraz poczucie kobiecości i atrakcyjności! Teraz, kiedy piszę tego posta patrzę na palce uderzające w klawiaturę. A tym samym patrzę na te korowe fioletowe paznokcie. Przy każdym spojrzeniu na nie buchają we mnie takie małe iskierki radości i dobrego nastroju.

Zachęcam każdego do poszukiwania w swoim otoczeniu takich prostych, szybkich i stosunkowo niedrogich metod poprawiania nastroju. Może odkryje się coś zupełnie nieznanego a może – tak jak ja – pogłębi się coś, co zna się już dosyć dobrze. Zawsze warto oddać się takiemu niewinnemu szaleństwu. Szczególnie teraz, gdy za progiem jesienna szaruga.


Zostaw komentarz