Zdaje się, że zaczyna się bezpowrotny odwrót zimy. I dobrze. Co prawda dawała ona w kość, ale dawała też powody do uśmiechu. W końcu to zimową porą są – tak upragnione przez nas białe – Święta Bożego Narodzenia, zabawy karnawałowe, szaleństwa na sankach i okazje do przytulania, bo przecież jakoś z mrozem sobie radzić trzeba a we dwoje lepiej to wychodzi:)
Na to pożegnanie okresu grubych swetrów, rękawiczek, szalików; bohaterskiego oczekiwania na spóźnione autobusy i pociągi, niezamierzonych piruetów na oblodzonych schodach i chodnikach, ale jednocześnie czasu bitew na śnieżki, cudownych widoków ośnieżonych lasów i zamarzniętych tafli jezior postanowiłam zamieścić kilka zdjęć, na których jestem w zimowym otoczeniu, zziębnięta i marząca o powrocie do ciepłego domku.
Cała naprzód!
W tył zwrot.
Otwarta i gotowa. Na wszystko.
Gorąc aż ze mnie bucha…
Brrr, zimno mi. Najwyższy czas puścić się pędem do domu, napić gorącej herbaty i zjeść porządny obiad. Mówiąc o “porządnym” mam na myśli kotleta z piersi indyka (ok. 200 g) maczanego w jajku, pół woreczka kaszy gryczanej i buraczki na kwaśno. A na deser budyń waniliowy ugotowany na mleku 0,5% z dodatkiem 2 łyżek domowego dżemu truskawkowego, mniam.






Zostaw komentarz